Krzyżakowo.

W końcu się zmobilizowałem i korzystając z pogody, postanowiłem wymienić przegub wewnętrzny, który już tak walił, że strach się było bać jechać:) Z Korozji wyleciała skrzynia biegów. Trochę się narąbałem wywalając krzyżaka i szklankę z Pieczary, bo wyciągnąłem tylko dolny sworzeń. Ogólnie igiełki się wysypały z Wartburga. Ogólnie całkiem spoko, gdyby nie było wydechu o wiele szybciej by się to zrobiło 🙂 Efekt… nie trzęsie… aż tak. Niestety taki urok Wartburgów i tej chujowej skrzyni, jak by to Jędras powiedział 😉 Całe szczęście, że miałem nową używkę w Koro bo tak nie chciało by mi się inwestować w nowe faworitkowe 😉

Share this:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *