Misja Kebab – zakończona.

Niespełna rok temu podczas wycieczki na Białoruś < klik > powstał pomysł wycieczki na Kebsa.
No i co tu dużo gadać 🙂 Udało się 🙂

24 VII (~691km)


Ruszamy z lekkim poślizgiem… jak zwykle.
I na dzień dobry korek na odbytnicy.
No w sumie, czego się spodziewać.
Korek z dupy. Kończył się w momencie gdy na drugiej stronie jezdni jechała kolumna wozów piechoty amerykańskiej… naprawdę…! I tak godzina psu w zad.
Ludzie to idioci…
W sumie był to test jazdy z Muszelką jak i lotką 😀
Ogólnie trasa jak trasa… jedziesz i jedziesz… i jedziesz. i dojeżdza do Chanego, a tam cisza… wszyscy śpią bo w ciula ich robisz, że jesteś przeszło setka km wcześniej 😛
Chłopaki szybko się ogarnęli 🙂
W międzyczasie pospawali pedała w wigrusie Adama, przelaliśmy gaz z 11 do 2 i długa w dół.
Po setce był jakiś kryzys, że chwile trzeba było odpocząć poza autem.
Tak szczęśliwie dojechaliśmy na stacje nieopodal granicy.
Swoją drogą tankowaliśmy tak kiedyś jak jechałem z Chanym na Węgry… a to był pierwszy podbój taki hmm grubszy 😀
Piwko na sen i tak gadaliśmy kilka godzin i poszliśmy spać jak dniało 🙂

 

 

25 VIII (~390km)
Poranny widok z Muszelki:
 

Niestety wstać trzeba po kilku godzinach snu.
Plan na dziś… dojechać do Sapanty – Wesołego cmentarza.
Szybki ogar na stacji, szybki śniadanie i walimy w drogę.
Bez żadnych incydentów kulamy się przez Słowację, na Węgrzech tuż przed Rumunią jakiś dziwny Niemiec odpierdzielał sztuczki na szosie, no i Rumunia…
Błąd systemu winiet na stacji.
Budka obok… kolejka jak ja pierdziu… no nic… czekamy. Zaczęło padać… my dalej czekamy.
Ponad godzinkę straciliśmy jak nie lepiej, ale szczęśliwi, że w końcu możemy jechać.
Rozpadało się na dobre… rumuńskie drogi chcą nas wystrzelić w kosmos… dramat.
Jadąc przez te wioseczki to trzeba im przyznać mają czasem rozmach z tymi domami 🙂
Przestało padać, jest ciemno… szkoda bo widoczki z tych gór mogły być naprawdę super.
Suma sum dojeżdżamy na miejsce dość późno więc zostawiamy zwiedzanie na poranek.
Rozbijamy się nieopodal na polanie przy rzeczce minąwszy chwile wcześniej moment jak się tnie wiszącą owieczkę 🙂
Z ciekawostek to niestety złapałem ukraińską sieć z włączonym netem! Je:)ać biede!
Piwko, gadki szmatki, jedzonko i hasiu.

    

26 VIII (~390km)
Poranny widok z Muszelki:

Wszyscy wstajemy, myjemy zęby i idziemy zwiedzać cmentarz.
Wjazd 5 leja.
Widać, że miejscowy kościół korzysta na tym bo w remoncie i nawet nawet zaczyna wyglądać.
Co do celu podrózy tutaj… no nie powiem… robi wrażnienie 🙂
Szkoda tylko, że człowiek nie zna Rumuńskiego i nie wie co dokładnie za historie są opisane 🙂
Niektóre z nagrobków miały też drugie strony… i tak się zastanawialiśmy czy jest tam opisany moment śmierci czy co?
Można było spotkać tam chyba wszystkich… tokarzy, urzędników, mechaników, gospodynie wiejskie… super sprawa.
Ja wkręciłem się w poszukiwanie tabliczek z autkami 🙂
                       

Po tym sklepik, wesoła rozmowa z babuszką, która nas zagadała w sklepie, śniadanko i długa w kierunku Mołdawii 🙂
Suma sum udało nam się przejechać Karpaty, widoczki ekstra… mam nadzieję, że ktoś jakieś zdjęcia porobił bo u mnie było z tym słabo 🙂
        
Smutny jest syf, który robią w swojej okolicy Romowie. Tuż przy rzece robią swoje obozowiska, ale to co jest dookoła to naprawdę smutny widok.
No i smutne są te remonty dróg… ogólnie czasami to jakaś masakra.
No i odkręciły mi się śrubki na kolektorze wylotowym 🙂

Dojechaliśmy do Jassy. Tam rozstawiliśmy się pod klasztorem psując co niektórym zabawę w samochodzie 🙂
 

27 VIII (~240km)
Widok z Muszelki:

Tradycyjnie śniadanko, kawka i lecimy. Do Kiszyniowa nie jest daleko uff.
Do granicy dojechaliśmy dość szybko, chwile postaliśmy po stronie Rumuńskiej, puścili i lecimy na Mołdawię.
Takiego wała.
Celniczka nas zawraca i mówi, że system nie działa i nie wpuszczają nikogo. Nie wie czy tylko tu czy wszędzie.
No nic, lecimy na inne przejście. Całe szczęście daleko nie ma, niecałe 100km.
Dojechaliśmy no i kolejka, upał straszny. W kolejce pogadaliśmy z kimś z Kiszyniowa i sugerował nam jak jechać i ostrzegł nas przed protestami i innymi takimi bo dziś na Mołdawii święto niepodległości.
Z górki, pod górkę, z górki pod górkę… tak wygląda Mołdawia. Drogi całkiem znośne – te główne… innymi nie jechaliśmy 🙂
Suma sum dojechaliśmy do Kiszyniowa późnym popołudniem. Stanęliśmy przed jedną z głównych atrakcji w planie… opuszczony cyrk.
Niestety nie jest już opuszczony 🙁
Chwile się pokręciliśmy i poszliśmy na pobliską stację po wifi by znaleźć coś do spania.
Niedaleko miejscówka nad jakimś jeziorkiem, z prysznicem, z wc itd… no bajka 🙂
Pojechaliśmy… zakaz wjazdu, brak tych pryszniców tylko trochę ludzi grillujących, pijących… poszwendaliśmy się by znaleźć jakiś inny dojazd… suma sum wróciliśmy na miejsce pod cyrkiem.
Nadszedł moment by wykorzystać naszych przyjaciół podroży tj składaki 🙂
Podczas gdy przygotowywaliśmy rowery, Idzi ogarnęła małe papu.
No to sru! Na Kiszyniów.
Parę budynków rządowych, pomniczki, parki, piwko, ganiające psy… było ekstra 🙂

Po powrocie tradycyjnie, polaków nocne rozmowy i spanko 🙂

28 VIII (~390km) Gałcz
Widok z Muszelki:

Miejscówka nam nie pykła do końca.
Jak było pusto wieczorem tak od 4-5 rano już zaczął się harmider na tym parkingu. Busy, stragany no ja pier… to się człowiek wyspał…
Względny ogar i lecim na Monaster bo niestety winnice odpadły nam z planu.
Miejscówka niczego sobie, nie ma co 🙂
Na powrocie kupiliśmy Mołdawskie wina i inne smakołyki 🙂
Do przejścia bez problemu się dotoczyliśmy jednak mały zonk spotkał nas na granicy.
Pierwsze pytanie celnika czy mówimy po angielsku… mówimy, że tak.
Drugie pytanie po rosyjsku czy mówimy po rosyjsku.. mówimy, że nie… to się pyta jak nie, skoro rozumiemy…
No nic…
Okazało się, że Chany, który niemnoszka pa ruski, ma mandat w Kiszyniowie za prędkość.
Lol? a ja nie? skoro jechaliśmy ciągle tak samo.
Nas puścili po chwili, Chany musiał czekać.
Oczywiście jak nie widomo o co chodzi to chodzi o… No i tak się skończyło. ‘Mandat’ opłacony na granicy i możemy szczęśliwie jechać dalej.
Kierunek Mamaje!
Kawałek drogi jest, ale człowieki w końcu odpoczną.
Trasa fatalna. dziur masa!! Podjazdy bardziej strome niżeli przez Karpaty! I na dodatek złapałem Mołdawską sieć mając włączony net… znowuuu!
Po drodze znaleźliśmy qeka w polu, zjedliśmy sobie coś w restauracji przy drodze.
Dużego wyboru nie mili bo tylko jedno coś można było zamówić 🙂 chyba musiała się odpalić na nasze przybycie, upolować świnie, iść w pole po ziemniory i po pomidory 🙂
Ale suma sum, dobre było 🙂
Lecimy dalej, trasa z dupy, wąska, dziury i wgle ciemno się robi, a to jeszcze kawał drogi…
Tankujemy się w Gałczu i lecimy dalej.
Już przy wylotówce, skrzyżowanie i pisk opon.
Chany wychodzi zdezorientowany… dzwonek się zdupił w trabancie.
Zaczyna się robić nerwowo. Na szczęście nie trwało to dłużej niżeli minute bo zauważam po prawej stronie autoservice 🙂
Parkujemy pod serwisem, ogarniamy to by mechanik miał łatwiej, piwerko i pomysł by lecieć na miasto bo co tak siedzieć jak stosunkowo młoda godzina 🙂
Pakujemy dupę na składaki i lecimy nad Dunaj.
Watahy dzikich psów, wątpliwego uroku bulwar, piwko nad Dunajem… Zwiedzanie najbrzydszych miast listę uważam za otwartą 🙂
Pierwsza dętka wymieniona 🙂
Wracamy i kima.
Miejscówka również nieciekawa… wylotówka… tiry i inne hałasy.
Dobranoc.

29 VIII (~210km) Mamaja
Widok z muszelki:

Budzimy się i afera. Że stoimy na ich parkingu, że mamy uciekać stąd…
Mówimy jak jest, i tak każą się przestawić… Lece vis a vis na stację benzynową. Chany próbuje się dogadać.
Wiemy juz, że spawanie to sudor bzzzz bzzz, ale koleś uparcie nie chce spawać bo się zapali.
Jakaś dziwna to ogólnie akcja była.
Trochę to potrwało, ale chyba zrobił dobrze 🙂
Kontynuacja czaleńdżu… Mamaje!
O 15 szczęśliwi i rozbici na kempingu. Prysznic! Ciepła woda! Porcelana!
I sruuu do morza!
Nie ukrywam… zajebiście było lewitować sobie w wodzie, dupa odpoczywa… bajka 🙂
Piwko, szamka i odpalamy składaki!
Plan Konstanta i kasynko na winklu.

30 VIII (~130km) Bolata

31 VIII (~560km) Stambuł Asia

1 IX (~60 km) Stambuł Europa

2 IX (0km)

3 IX (~355km) bana

4 IX (~190km) dzika plaja

5 IX (~360km) Matka

6 IX (~470km) Belgrad

7 IX (~570km) Fred

8 IX (~380km) Pikczu

9 IX (~550km) Domek

cdn…

Share this:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *